Strona główna  ···  Sprzęt · Testy  ···  Giełda · Archiwum · Linki  ···  Szukaj  czwartek, 9 lutego 2012 
katalog testów
   · gitary
   · zestawy głośnikowe
   · instrumenty klawiszowe
   · miksery
   · procesory sygnałowe
   · rejestratory
   · wzmacniacze
   · mikrofony


 sound.pl
 katalog testów
 gitary



GIBSON LES PAUL JUNIOR SPECIAL PLUS

Polska jest dziwnym krajem - łatwiej zobaczyć UFO, niż amerykański instrument
w sklepie muzycznym. A już uświadczyć Gibsona graniczy z cudem. Ponieważ jednak żyjemy w kraju cudów, stał się takowy i do testu zjechały najprawdziwsze Les Paule, które jak tylko wypuszczę z moich łap z całą pewnością zawisną na hakach w sklepach w Polsce, dzięki czemu będziecie mogli na własne uszy (i palce) przekonać się, dlaczego Gibson Les Paul to gitara marzeń co najmniej połowy gitarzystów na całym świecie. Na początek zaczniemy od instrumentu jak na Gibsona stosunkowo taniego, ale niezwykle efektownego.


   
Gibson Les Paul Junior Special Plus ma nieco przydługą nazwę, przy najmniej jak na mój gust, ale w przypadku Gibsona w nazwie ukryta jest zwykle spora dawka informacji na temat instrumentu. Co oznaczają słowa Les Paul nie trzeba nikomu tłumaczyć, Junior Special oznacza korpus płaski, bez charakterystycznego dla Les Paula wybrzuszenia, natomiast Plus oznacza, że coś ekstra zostało dodane do tej gitary. Ale zacznijmy od początku. Seria junior jest jedną z bardziej popularnych w historii Gibsona, zyskała sobie szczególną przychylność wśród gitarzystów, którym nie odpowiadała spora waga zwykłego LP Standarda. Przy okazji okazało się, że taki instrument znakomicie brzmi, ma oczywiście inny sound niż LP Standard, ale ma swój charakter, który bardzo się spodobał wielu gitarzystom. Przez wiele lat LP Junior Special był wyposażany w kapitalne i legendarne przetworniki P-90, ale ta wersja gitary dostępna jest już jedynie w drogich seriach Custom i Historic. Model LPJSP (pozwólcie, że będę używał tego skrótu) wykonany jest prawie tak, jak oryginalny Junior. To znaczy, że korpus zrobiony jest z mahoniu, podobnie jak szyjka. I tu podobieństwa się kończą, ponieważ podstrunnica zrobiona jest nie z hebanu, a z palisandru, natomiast na mahoniowym korpusie znajduje się nakładka z klonu falistego jakości AA. Przetworniki 490R Alnico przy gryfie oraz 498T Alnico przy mostku są ukryte w metalowych puszkach złotego koloru, w takim też wykończeniu wykonany jest cały hardware gitary, przy czym maszynki wykończone są zieloną masą perłową. Gatki naturalnie również są złote, jest to wersja Top Hat, czyli klasyczne „kapelusze". Dodajmy do tego trójpozycyjny przełącznik i opis techniczny LPJSP mamy kompletny. Egzemplarz, który otrzymałem do testu ma kolor Trans Amber, czyli bursztynowy z widocznymi słojami, co w połączeniu ze złotym kolorem hardware'u daje piorunujący efekt. Dostępny jest jeszcze równie efektowny kolor Trans Red. Gitara dostarczana jest w sztywnym futerale, który sam z siebie wygląda jak małe dziełko sztuki.
Jakiś rok, czy nawet dwa temu czytałem w jednym z wydań ,,Guitar Playera" test Les Paula i kończył się on konkluzją, że testowany egzemplarz jest doskonałej jakości, a autor testu miał nadzieję, że po kilku nie najlepszych latach jakość gitar Gibsona poprawi się na stałe. Ze względu na niezbyt dobrą dystrybucję w Polsce gitar Gibsona trudno było zweryfikować ten pogląd. Wygląda jednak na to, że od maja nie będzie kłopotów z dostępnością do oferty tych, co tu nie mówić kultowych gitar, czego dowodem ten test, a zdradzę, że w kolejce czekają kolejne wyśmienite Gibsony. Wróćmy jednak do jakości, a ponieważ w swojej karierze miałem kilka Les Pauli, uważam się za dość dobrego fachowca od tych gitar, zwłaszcza, że przez moje ręce przeszło ich ponad 100.
Egzemplarz, który dostałem do testu wykonany jest rewelacyjnie - precyzyjnie nabite progi, gryf wyregulowany perfekcyjnie, akcja strun odpowiednia, może nieco za wysoko jak na mój gust. Gitara stroi bardzo dobrze, zresztą mostki typu Tune-O-Matic są wyjątkowo łatwe do ustawienia. Struny (Gibson Brite Wires 0. 10-0.46) przełożone przez mostek standardowo, ja zwykle owijam je dodatkowo wokół stopbaru, podobnie jak to miało miejsce w bardzo starych juniorach, które w ogóle nie miały mostka, dzięki czemu wybrzmienie strun jest jeszcze lepsze. Gitara jest dość ciężka, ale to akurat zaleta, od razu wiadomo, że drewno jest wysokiej próby, zresztą z każdej strony widać słoje, więc o oszustwie nie ma mowy. Falisty klon AA na korpusie to nie przelewki, takie kawałki drewna kładzie się jedynie na bardzo dobre instrumenty. Ogólne wrażenie jest bardzo dobre, co tu dużo gadać, gitara jest po prostu piękna, a przy tym rasowa i niesłychanie efektowna.
Gitarę testowałem na wzmacniaczu Marshall 1959 SLP z kolumną Marshall 1960AX (4 x 12" Greenback) oraz Line 6 Vetta z kolumną Marshall 1960AV (4 x 12" Celestion Vintage). Nie bez powodu mówi się, że Marshall i Gibson to perfect mix - mimo, że Plexi ma tylko jeden kanał, w dodatku teoretycznie czysty, przesterowanie go Gibsonem to żaden problem. Dzięki klonowej nakładce brzmienie jest dość jasne, ale nadal bardzo grube i tłuste, środek i dół są wręcz wzorcowe, bardzo klarowne i bogate w harmoniczne właściwe dla tych pasm. Góra jest nieco za jasna jak na moje pojecie o Les Paulach, ale może współcześni gitarzyści wymagają, by riffy cięły jak żyleta, ciągle jednak nie ma wątpliwości, na gitarze jakiej marki gramy. W wysokich pozycjach LPJSP zachowuje się jak na Les Paula przystało - dźwięk ciągnie się w nieskończoność i sprzęga się bez problemu. Jest przy tym bardzo selektywny, poszczególne dźwięki nie zlewają się i odtworzenie kultowego riffu ze Sweet Child O'Mine to fraszka (jak się umie rzecz jasna). Mimo, że LPJSP brzmi jak rasowy Gibson, to trzeba zauważyć, że jest to bardzo nowoczesna gitara, chociaż raczej lepiej byłoby powiedzieć, że jest to ten typ gitary, który się nie starzeje i jak sądzę, nigdy się nie zestarzeje, dopóki komuś będzie się chciało grać rockową muzę. Gibson Les Paul Junior Special Plus to niezwykły instrument, przykład na genialne połączenie tradycji z nowoczesnością. Perfekcyjne wykonanie, zabójczy wygląd, no i brzmienie, które jest kwintesencją historii, teraźniejszości i przyszłości rock'n’rolla. Jest jeszcze coś więcej gitarze, czego inne gitary nigdy nie będą mieć, ale jak to nazwać naprawdę nie wiem, ale jak ktoś z Was drodzy gitarzyści weźmie Gibsona do ręki i nie dostanie gęsiej skórki, niech lepiej zmieni instrument na bębny...




Marcin Hofander

Magazyn Muzyków Gitara i Bas + Bębny lipiec/sierpień 2004










strona główna | redakcja

sound.pl

sound.pl © 2001-2005
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukcja w jakiejkolwiek formie na jakimkolwiek nośniku
bez pisemnej zgody redakcji sound.pl zabroniona.